Trzy marzenia, które dała mi klasyczna męska elegancja

Publikacja

Czas czytania

6 minut

Kategorie

Udostępnij

Minął już nieco ponad rok, odkąd pochłonął mnie świat klasycznej męskiej elegancji. Od tego czasu znacząco zmienił się nie tylko mój styl, ale przede wszystkim, to jak postrzegam ubrania. Z przedmiotu czysto użytkowego stały się sposobem na wyrażanie siebie i moją pasją. Dostrzegam, że jestem dopiero na samym początku swojej przygody z klasycznym stylem. Mimo to, już na tym etapie, wyklarowało mi się kilka związanych z nim marzeń, które chciałbym spełnić. Przedstawiam je poniżej.

Podzielenie się swoją pasją i pokazanie świata męskiej elegancji jak najszerszej grupie ludzi

Długo zastanawiałem się czy uwzględnić to marzenie we wpisie. Różni się ono od pozostałych opisanych w tym wpisie tym, że jest mniej “materialne” i nie dotyczy konkretnych ubrań. Jeśli jednak miałbym wskazać moje największe obecnie marzenie, to byłoby właśnie to.

Na poważnie zainteresowałem się klasyczną męską elegancją około rok temu. Od tamtej pory jej świat wciągnął mnie bez reszty. Pomijając estetykę, która bardzo przypadła mi do gustu, oczarowała mnie historia i ogromna intencjonalność w tym stylu ubioru. Pragnę ciągle dowiadywać się czegoś więcej o niej. Oczywiście nie wszyscy muszą mieć takie same odczucia jak ja. Podejrzewam jednak, że istnieje wiele osób, które ten temat może zainteresować podobnie jak mnie. Powodem, dla którego tak się jeszcze nie stało, jest zaś dotychczasowy brak styczności z eleganckim stylem ubioru poza  rzadkimi uroczystościami oraz błędne wyobrażenia na jego temat.

Marzenie to zacząłem już spełniać. Elementem tego procesu jest założenie i publikowanie na blogu, na którym pojawił się niniejszy wpis. Jestem osobą raczej introwertyczną, więc publikowanie i dzielenie się swoimi przemyśleniami w internecie stanowi dla mnie wyjście poza moją strefę komfortu. Fakt, że to zrobiłem potwierdza jak istotne jest to dla mnie marzenie. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że rok interesowania się tematem klasycznej elegancji to niedużo. Jest mnóstwo ludzi, którzy zajmują się tym tematem od lat, a nawet dekad. Wielu z nich dzieli się swoją wiedzą w internecie i ja sam wiele się od nich nauczyłem (i ciągle się uczę). Z tego powodu nie chcę prowadzić tego bloga z pozycji autorytetu, który uczy innych jak powinni się ubierać. Chcę, żeby była to przestrzeń, w której mogę dzielić się swoimi przemyśleniami i odkryciami. Chcę też, aby blog stał się miejscem, w którym mogę wymieniać się spostrzeżeniami z czytelnikami, tak, żebym i ja mógł się od was sporo nauczyć.

Pierwszy garnitur bespoke

To marzenie prawdopodobnie zrozumie każdy, kto pasjonuje się klasycznym męskim stylem. Jedną z funkcji garnituru jest podkreślanie mocnych stron naszej sylwetki przy jednoczesnym ukrywaniu jej mankamentów. Nawet najlepiej wykonany garnitur RTW (ang. ready to wear, czyli gotowy do ubioru) zawsze będzie jednak pewnym kompromisem. Powstaje on z myślą o tysiącach klientów, a nie o jednej konkretnej osobie. Garnitur bespoke jest jego przeciwieństwem. Od początku jest projektowany z myślą o właścicielu. Dzięki temu nie tylko lepiej leży, ale daje również niemal nieograniczoną możliwość decydowania o każdym szczególe jego wyglądu i wykonania.

Nie te praktyczne zalety sprawiają jednak, że tak bardzo marzę o własnym garniturze bespoke. Znacznie bardziej pociąga mnie jego wymiar emocjonalny. Fascynuje mnie, że będę miał ubranie stworzone specjalnie dla mnie – jedyne w swoim rodzaju, dopasowane zarówno do mojej sylwetki, jak i moich upodobań. Uczyni je to bardziej dziełem sztuki niż kolejnym przedmiotem użytkowym.

Równie ważny jest dla mnie sam proces jego powstawania. Chciałbym uczestniczyć w wyborze tkaniny i detali, zobaczyć jak wygląda zdejmowanie miary oraz kolejne przymiarki. Mam wrażenie, że dzięki temu gotowy garnitur będzie niósł ze sobą znacznie większą wartość niż tylko tę wynikającą z jakości wykonania.

W tym momencie nie wiem jeszcze dokładnie, jaki garnitur chciałbym uszyć. Rozsądek podpowiada, że na pierwszy model szyty na miarę najbardziej praktyczna będzie opcja możliwie uniwersalna. Mowa tu zatem prawdopodobnie o granatowym garniturze z wełny całorocznej pozbawionej wzoru. Serce ciągnie mnie jednak do czegoś bardziej nietypowego i z większym charakterem. Na swoje (nie)szczęście nie muszę jeszcze podejmować tej decyzji. Z powodu swoich możliwości finansowych spełnienie tego marzenia będzie musiało jeszcze trochę poczekać.

Rozbudowana kolekcja akcesoriów

Bardzo chciałbym doświadczyć tego, że otwieram szafę i widzę w niej mnóstwo krawatów, much, poszetek i spinek do mankietów. Spośród nich mógłbym wybrać te, które pasują nie tylko do założonego ubrania, ale też do mojego nastroju oraz tego, jaką historię chcę opowiedzieć swoim wyglądem danego dnia. Akcesoria są dla mnie fascynującym elementem odzieży. W porównaniu do innych ubrań mogą wydawać się niepozorne. Nie czyni ich to jednak mało ważnymi. Wręcz przeciwnie, odpowiednio dobrane akcesoria stanowią kropkę nad “i” każdego stroju. Wybór innego krawata lub poszetki jest w stanie zupełnie zmienić odbiór tego samego garnituru.

W momencie powstawania tego wpisu moja kolekcja jest bardzo skromna. W gruncie rzeczy, trudno ją nawet nazywać kolekcją. W jej skład wchodzą jedynie trzy poszetki i jedna para spinek do mankietów. Nieco lepiej ma się sprawa z krawatami. Do tej pory zgromadziłem ich sześć. Powodem tak niepozornych rozmiarów jest to, że w ubiegłym roku skupiłem się na budowie “bazy” swojej garderoby. Mam tu na myśli koszule, spodnie, marynarki itp. Akcesoria zeszły na drugi plan i ograniczyłem je do minimum koniecznego do skomponowania codziennych kreacji.

Marzenie może wydawać się proste do spełnienia i mało ambitne. W końcu akcesoria są stosunkowo łatwe do nabycia i tanie w stosunku do np. garniturów. Nie chcę jednak kupować akcesoriów masowo. Chciałbym, żeby moja kolekcja powiększała się organicznie. Pragnę, by każdy jej element był dobrej jakości, i co najważniejsze, naprawdę mi się podobał. Chcę, żeby z posiadanymi akcesoriami wiązały się wspomnienia i aby każde z nich opowiadało jakąś historię.

Mam nadzieję, że przez najbliższe miesiące i lata będę stopniowo spełniał to marzenie, a moja kolekcja będzie stale się powiększała. Jestem też ciekaw jak to i pozostałe marzenia będą wyglądały za rok, pięć, a nawet za dziesięć lat. Mam nadzieję, że uda mi się je zrealizować, a na ich miejsce pojawią się nowe. Jedno wiem na pewno – jeśli nadal będę czerpał z tej pasji tyle radości, co przez ostatni rok, to będzie to podróż którą warto kontynuować i dzielić się nią z innymi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *